Wieczność chińskiego złota

W 1499 (albo 1503) roku Vasco da Gama stanął przed portugalską parą królewską i złożył relację z wyprawy do dalekich Indii. W gronie egzotycznych darów szczególny podziw wzbudziła chińska porcelana. Nie było to natomiast pierwsze zetknięcie cywilizacji łacińskiej z ceramiką Państwa Środka.

01_08_2013_14_34_08.jpg

Wieści o dalekim, ogromnym i bogatym kraju na krańcach świata, pełnym tajemniczych wynalazków, zawdzięczał nasz kontynent nielicznym wzmiankom w pismach autorów antycznych oraz wiadomościom ze świata arabskiego. Nie brakło w nich opisów niezwykłych naczyń – przepuszczających światło, lekkich, gładkich i kruchych, a jednocześnie świecących własnym niezwykłym blaskiem. Chińska porcelana fascynowała chyba wszelkie cywilizacje, które się z nią zetknęły. Jej właściwości – zarówno te rzeczywiste, jak i przydane przez wierzenia i naukę – a także utrzymywana w sekrecie technologia produkcji sprawiały, że porcelanowe wyroby ceniono bardziej niż złoto.

Pierwszą średniowieczną informację o chińskiej porcelanie zawdzięczamy słynnemu weneckiemu podróżnikowi. Marco Polo w rozdziale XLVIII swego Opisania świata, czyli relacji z wyprawy do Chin u schyłku XIII wieku zanotował: I jeszcze dodam, że w tej prowincjiznajduje się miasto zwane Tiundżugdzie wyrabiają talerze z porcelany, mniejsze i większe, najpiękniejsze, jakie oglądać można. I nigdzie indziej nie wyrabiają ich dodatkowo miastem. I stąd rozwożone są na cały świat. Są one tam w wielkiej ilości i mało kosztowne, tak bardzo tanie, że za jeden wenecki grosz można mieć trzy wspomniane misy, najpiękniejsze, jakie można sobie wyobrazić. Te misy robią z gliny, jak powiem. Zbierają jakby pewien rodzaj rudy, muł , a ponadto ziemię spróchniałą, robią z niej kopce wielkie; i tak zostawiają je na słońcu i na deszczu poprzez trzydzieści albo czterdzieści lat. I poprzez ten czas nie ruszają ich wcale. Poprzez ten cały czas ziemia owa staje się tak miałka i oczyszczona, że misy z niej robione nabierają barwy lazurowej i są nadzwyczaj piękne i pełne blasku. I można im potem nadać barwę, jaką chcemy, i wypalić w piecu (przeł. A.L. Czerny).


fot. Chińska waza porcelanowa z XV wieku, którą historycy sztuki nazwali Gaignieres-Fonthill


Podróżnikowi zawdzięczamy nie tylko relację o chińskich manufakturach, lecz również termin ,porcelana”. Pochodzi on od włoskiego porcello, czyli nazwy małża morskiego, którego gładka, półprzezroczysta skorupa przypominała ścianki porcelanowych naczyń. To, że Marco Polo nie czuł potrzeby bliższego wyjaśnienia, czym jest porcelana, świadczy, że termin ten był powszechnie zrozumiały, a zasługą podróżnika jest jego odnotowanie. Zapewne wenecjanin, gdy w 1295 roku wrócił do Europy, przywiózł ze sobą w gronie innych skarbów Wschodu wyroby z porcelany.

Kupiec podróżował starożytną drogą zwaną Jedwabnym Szlakiem, łączącą Chiny ze Środkową Azją, Bliskim Wschodem , a ponadto Europą. Ze wschodu na zachód wożono tamtędy nie tylko jedwab, niemniej jednak też porcelanę. Na jej kupno stać było jedynie najbogatszych z najbogatszych. Potężne kolekcje porcelany były ozdobą pałaców wezyrów, chanów i szachów. Nie złoto i klejnoty stały się w Azji Środkowej materialnym wyznacznikiem bogactwa, lecz w chwili obecnej porcelana. Władcy sprowadzali ją, można rzec, hurtowo z Chin. Posiadaczem jednej z największych kolekcji był kalif Harun ar-Raszid (zm. 809) znany z Baśni tysiąca i jednej nocy.

 

BARDZO RZADKIE OKAZY

Niewiele materialnych pamiątek kontaktów łacińskiej Europy z Chinami przed początkiem XVI wieku, czyli datą otwarcia drogi morskiej wokół Afryki i Indii do Państwa Środka, przetrwało do naszych czasów. Oczywiście swoje zrobił czas – krucha porcelana, jak chyba niewiele innych zabytków, jest narażona na zniszczenie. Wojny, kataklizmy czy dosłownie trywialne przeprowadzki siały w tych delikatnych kolekcjach istne spustoszenie. Własne zrobiła też zmienność upodobań i mód. Kiedy w XVI i XVII wieku porcelana zaczęła napływać szerokim strumieniem, bez skrupułów wyrzucano tę starszą, nietrafiającą już w gusta europejskich właścicieli. Dlatego na palcach jednej ręki można zliczyć ocalałe do naszych czasów niemych świadków wciąż słabo znanych kontaktów europejsko-chińskich przed epoką wielkich odkryć.

01_08_2013_14_34_02.jpg

fot.Fonthill Abbey – neogotyckie opactwo wzniesione na zamówienie Williama Beckforda. W jego bogatej kolekcji dzieł sztuki znalazła się też cenna chińska waza


Inna sprawa to ustalenie, czy rzeczywiście porcelana ,przedkolumbijska” trafiła na nasz kontynent w średniowieczu, a nie wraz z transportami młodszej, nowożytnej. Dowodem średniowiecznego pochodzenia są głównie źródła pisane (w wielu wypadkach spisy lub inwentarze) dokumentujące losy poszczególnych zabytków. Innym mogą być dodane jeszcze w średniowieczu ,łacińskie zdobienia”, sprawiające, że orientalna ceramika bardziej odpowiadała estetyce ówczesnych odbiorców.

David Whitehause, angielski historyk sztuki i najwybitniejszy znawca chińskich importów w średniowiecznej Europie, naliczył ich zaledwie tuzin. Z tej liczby jedynie dwa zabytki to pełne naczynia, co do których nie ma wątpliwości, że trafiły do Europy w wiekach średnich. W przypadku trzech innych pojawiających się w literaturze chińskich importów ich średniowieczną metrykę Whitehause uznał za wątpliwą albo dyskusyjną.

Jednym z takich wątpliwych importów jest tzw. butelka Marco Polo przechowywana w skarbcu weneckiej bazyliki św. Marka. Reszta ceramiki to skorupy wydobyte z globu (sześć kawałków z trzech stanowisk , a ponadto siedem fragmentów z czterech wykopalisk, których średniowieczne pochodzenie jest niepewne).

 

PRZEZ ZIEMIĘ ŚWIĘTĄ NAD REN

W zbiorach Hessisches Landesmuseum w zachodnioniemieckim Kassel przechowywane jest niepozorne naczynie zwane czarą z Katzenelnbogen. To niewielka seledynowa miseczka osadzona na bogato zdobionej bazie. Dopiero jakiś czas temu badacze bliżej przyjrzeli się temu zabytkowi. Okazało się, że naczynie zostało wykonano w Chinach w połowie XV wieku z celadonu. To typ porcelany, który odbiega od naszych wyobrażeń o chińskiej sztuce ceramiki, czyli śnieżnobiałych naczyniach o doskonałych proporcjach i wysublimowanych kształtach. Celadon naśladował barwą i fakturą kosztowny nefryt. Wykonane z niego naczynia mają zielonkawe szkliwo i grube ścianki. Dzięki temu nadawały się do transportu morskiego. Fragmenty takiej ceramiki znajduje się m.in. w Egipcie i Konstantynopolu. Inna nazwa celadonu – martabani – wzięła się od birmańskiego portu Mataban, z którego wyruszały żaglowce wypełnione chińskimi bogactwami. Natomiast słowo ,celadon” pochodzi od imienia sułtana Saladyna (1137 – 1193), właściciela ogromnej kolekcji chińskiej ceramiki, w tym wyrobów z pseudonefrytu. Notabene od nazwy ceramiki (a raczej jej koloru) pochodzi współczesny seledyn.

Szczęśliwie zachowane źródła pisane pozwoliły zrekonstruować szlak, którym miseczka trafiła do Katzenelnbogen, niewielkiego miasteczka w Nadrenii-Palatynacie, które w średniowieczu było stolicą księstwa rządzonego poprzez blisko cztery wieki poprzez grafów władających z górującego nad miastem i okolicą okazałego zamku. Ostatni męski przedstawiciel rodu graf Filip (zm. 1479) najprawdopodobniej przywiózł miseczkę z pielgrzymki do Globu Świętej, którą odbył w latach 1433 – 1434. Od 1453 roku naczynie (purtslan trinkgeshir) jest wymieniane w inwentarzach skarbca grafów. Z czasem dodano mu oprawę zgodną z gustami epoki – gotycką stopę (podstawę) i łodygę (nóżkę) ozdobioną herbami grafów – czerwonym wspiętym lwem w złotym polu. Po wygaśnięciu rodu panów na Katzenelnbogen w końcu XVI wieku ich znakomita i ruchomości (w tym skarbiec) przeszły na landgrafów heskich. Z w pewnych sytuacjach miseczka trafiła do muzeum w Kassel.

01_08_2013_14_34_15.jpg

fot. Antyczne popiersia i wazy z chińskiej porcelany zdobiły siedzibę brytyjskiej Akademii Królewskiej (mal. Johann Zoffany, 1771 rok)

 

PRZEZ WĘGRY NA ZIELONĄ WYSPĘ

O wiele dłuższą i bardziej powikłaną drogę do obecnego miejsca przechowywania odbyła waza Gaigni?res-Fonthill. Pozostaje najstarszym materialnym świadectwem kontaktów łacińskiej Europy z Chinami. Naczynie może nie robi wrażenia rozmiarami (posiada zaledwie 30 cmwysokości), lecz smukłe linie, mleczna barwa oraz subtelne zdobienia – płaskorzeźbowe liście i kwiaty (chryzantemy i piwonie) – sprawiają, że jest w większości wypadków reprodukowana jako przykład sztuki chińskiej. Fachowcy datują jej powstanie na okres pośród 1300 a1340 rokiem. Waza jest przykładem porcelany określanej jako qingbai (wręcz – niebieskawa). Porcelana tego rodzaju ewoluowała z naczyń o lekko niebieskiej tonacji do mlecznobiałych.

Najprawdopodobniej pierwszym europejskim przystankiem wazy był dwór króla węgierskiego Karola Roberta (1310 – 1342). Zapewne otrzymał ją w darze od chińskiego ambasadora, który podróżował w 1338 roku poprzez jego królestwo do Awinionu, na dwór papieża Benedykta XII (a zatem trafiła do Europy 100 lat przed czarką z Katzenelnbogen). W skarbcu węgierskich Andegawenów niezwykły podarek pozostawał blisko pół wieku, bo do 1381 roku. Wtedy to naczyniu dodano zrealizowane ze złoconego srebra uchwyt, wylew i podstawę oraz plakiety z herbami syna Karola Ludwika I, króla węgierskiego (1342 – 1382) i polskiego (1370 – 1382). W ten metodę waza stała się dzbanem. Te zdobienia ukazały się w związku z podarowaniem naczynia dalekiemu kuzynowi węgierskiego dynasty, także Andegawenowi, Karolowi III z Durazzo (1345 – 1386), z okazji koronacji na króla Neapolu w 1382 roku. Kosztowny i efektowny dar miał potwierdzić zawarty sojusz.

Następnym posiadaczem wazy był słynny na całą Europę koneser sztuki świetny Książę de Berry, czyli René I Andegaweński (1409 – 1480), władca Andegawenii i Lotaryngii, tytularny król Neapolu. Nie wiemy, w jakich okolicznościach René wszedł w jej posiadanie. Po jego śmierci waza na trzy stulecia znikła z horyzontu. Pojawiła się dopiero w kolekcji zapalonego zbieracza dzieł sztuki i osobliwości Ludwika Burbona (1661 – 1711), zwanego Wielkim Delfinem, syna króla Francji Ludwika XIV.

Pod koniec XVII stulecia trafiła w ręce François Lefebvre’a de Caumartina (1668 – 1733), biskupa Cannes, a później Blois, członka Akademii Francuskiej. Uczony duchowny był właścicielem jednego z największych własnych księgozbiorów w przedrewolucyjnej Francji i okazałej kolekcji pamiątek historycznych. W 1713 roku rysownik Barthélemy Remy na polecenie pryncypała, wielkiego kolekcjonera starożytności i bukinisty François Rogera de Gaigni?res, wykonał szczegółowy barwny rysunek wazy. Kolekcjoner wprowadził naczynie do obiegu naukowego, a jego nazwisko Gaigni?res stało się częścią nazwy zabytku. Drugi jej człon Fonthill pochodzi od Fonthill Abbey w hrabstwie Wiltshire (południowa Anglia).

Było to niecodzienne miejsce zbudowane poprzez niezwykłego człowieka – Williama Beckforda (1760 – 1844). Ten utalentowany pisarz i poeta , a oprócz tego zapalony kolekcjoner odziedziczył po ojcu (właścicielu olbrzymich plantacji trzciny na Jamajce) gigantyczną fortunę przeliczaną dzisiaj na 100 mln funtów i 10 mln funtów rocznego dochodu. Ta trudna do wizje kwota pozwoliła mu na realizację najbardziej ekstrawaganckich projektów. Beckford, zafascynowany kulturą średniowiecza, nie licząc się z kosztami, zaczął zbierać na Wyspach Brytyjskich i kontynencie dzieła sztuki. Możemy tylko snuć domysły, jak waza przetrwała upadek monarchii Burbonów, rewolucję i zawieruchę wojenną, która przetoczyła się nad Francją w epoce napoleońskiej, i w jaki metodę trafiła do Anglii.

Beckford postanowił też tworzyć godne swych zbiorów miejsce przechowywania. W zaledwie siedem lat niewyobrażalnym kosztem wzniósł Fonthill Abbey – ogromne neogotyckie opactwo zaprojektowane na podstawie koncepcji fundatora przez znanego architekta James Wyatta. Rezydencja składała się z czterech skrzydeł, na których przecięciu wzniesiono majestatyczną 90-metrową wieżę. Po zakończeniu budowy w 1813 roku Beckford przeniósł tu prywatną kolekcję. Odludek i dziwak, odrzucany przez arystokratyczne towarzystwo (ciągnął się za nim skandal obyczajowy związany ze skłonnościami biseksualnymi), mieszkał samotnie w ogromnym gmachu. Musiał go opuścić już w 1822 roku. Ogromne koszty wzniesienia i utrzymania samotni nadszarpnęły jego kapitał. Z nierzadko zaczęły się ujawniać konsekwencje zbyt pospiesznej budowy – wieża trzykrotnie się zawalała.

Fonthill Abbey wraz z większością zbiorów nabył za ułamek ich wartości szkocki milioner John Farquhar (1751 – 1826), który dorobił się fortuny na produkcji prochu dla armii brytyjskiej w Indiach. Nowy właściciel nie cieszył się długo okazałym domem. W grudniu 1825 roku wieża ponownie się zawaliła, niszcząc niemałą część kompleksu. Rok później Farquhar sprzedał rezydencję, a kolekcja Beckforda została wyprzedana na aukcjach. Wówczas waza ponownie znikła ze źródeł, żeby pojawić się pół wieku później, w 1882 roku, w kolekcji książąt Hamiltonów. Badacze nie są zgodni, czy Hamiltonowie nabyli ją od spadkobierców Beckforda, czy od dziedziców fortuny Farquhara. Waza wymieniona została w katalogu aukcji, na której wyprzedawano bogate wyposażenie przewidzianego do wyburzenia Hamilton Palace. Kto ją nabył – nie wiadomo. Ponownie naczynie wychynęło z niebytu 70 lat w przyszłości w Irlandii. W 1950 roku nabyło je od nieznanego oferenta dublińskie National Museum of Ireland. Transakcja opiewała na28 funtów, co, zważywszy na wartość historyczną i artystyczną zabytku, jest kwotą śmieszną. Już wtedy waza była pozbawiona gotyckich dodatków, które również były cennymi dziełami średniowiecznego rzemiosła. Zidentyfikował ją dopiero w 1961 roku historyk sztuki Arthur Lane, który pozbierał skąpe przekazy źródłowe i prześledził jej losy. Waza zawdzięcza badaczowi także nazwę, pod która występuje w literaturze przedmiotu: Gaigni?res-Fonthill Vase lub krócej Fonthill Vase. Na dzień dzisiejszy to jeden z najcenniejszych zabytków irlandzkiego Muzeum Narodowego.

Jeśli w literaturze przedmiotu fachowcy spierają się, czy zaliczać niektóre zachowane w europejskich kolekcjach egzemplarze chińskiej porcelany do średniowiecznych eksportów, są zgodni, że w zakamarkach muzealnych magazynów i prywatnych kolekcji ze stuprocentową pewnością są jeszcze nierozpoznane chińskie zabytki, które odbyły podróż ze wschodu na zachód przed epoką wielkich odkrywców.

 

Nota o autorze: Rafał Jaworski, historyk średniowiecza i czasów nowożytnych, redaktor ,Mówią wieki”


1 comment

  1. Chińska porcelana zawsze robiła na mnie wrażenie. Jest piękna i to bezsprzecznie. W pewnym antykwariacie w moim mieście mieści się niesamowity wręcz skup biżuterii Bydgoszcz i w wolnej chwili idę sobie popatrzeć na cudeńka, które są na stanie. Oprócz błyskotek można tam także spotkać chińską porcelanę i wtedy wyprawa jest jeszcze bardziej udana.

Dodaj komentarz