Machiny wojenne z dawnych lat

Artyleria nie bez powodu bywa nazywana bogiem wojny. Choćby kojarzy się z hukiem dział i potężnymi eksplozjami, to stosowano ją też w czasach przed wynalezieniem broni palnej i artylerii prochowej. Dawne machiny wojenne miały zasięg przekraczający kilometr, a największe z nich miotały pociskami o wadze 1,pięć tony. Jak działały?

  1. Kiedy powstały pierwsze machiny wojenne?
  2. Czym balista różni się od katapulty?
  3. Jaką szybkostrzelność miały machiny rzymskich legionów?
  4. Jak ciężkie pociski mógł miotać trebusz?

 

Stare legendy są pełne walecznych bohaterów, bez lęku rzucających się w wir walki. Starożytni mieli natomiast więcej rozsądku, niż wynikałoby z wiekowych mitów, i korzystali też z broni, która ma możliwość nie zapewniała nieśmiertelnej chwały, niemniej jednak pozwalała zachować do przeciwnika bezpieczny dystans. Jaki był tego skutek? Nie szukając daleko, wystarczy przypomnieć los biblijnego Goliata.

Warto wspomnieć, że dawne proce działały zupełnie inaczej, niż większość współczesnych i wykorzystywały siłę odśrodkową. Działanie takiej broni prezentuje poniższy film:

 

Alternatywną bronią dystansową był łuk, wynajdywany prawdopodobnie niezależnie od siebie przez różne cywilizacje, a o skuteczności tej broni miał boleśnie przekonać się — jeśli wierzyć ślepemu poecie, w którego istnienie powątpiewają niektórzy badacze — choćby Achilles.

I choć dawne strzelanie z łuku bardzo różniło się od współczesnego łucznictwa sportowego (m.in. strzałę układano po prawej stronie), to skuteczność i prostota tej broni sprawiły, że to właśnie on, po udoskonaleniu, stał się pierwszą, dość skromną, machiną wojenną.

Gastrafetes

Gastrafetes (Fot. Pinterest)

Gastrafetes (Fot. Pinterest)

Łuk, w szczególności w rękach doświadczonego strzelca, mógł wydawać się bronią idealną. Niestety, wyszkolenie łucznika było czasochłonne, a skuteczność tego sprzętu była uzależniona m.in. od siły użytkownika.

Rozwiązanie tego kłopotu znaleźli starożytni Grecy mniej więcej V wieku p.n.e., wymyślając gastrafetes, czyli łuk brzuszny. Było to urządzenie przypominające nieco kuszę, a nazwa wzięła się stąd, że cięciwę napinano, opierając jeden koniec gastrafetesa o ziemię, a drugi, stosownie wyprofilowany, o brzuch.

Mechanizm spustowy zatrzymywał naciągniętą cięciwę – należało jedynie ułożyć strzałę i czekać na sposobność do strzału. Co istotne, obsługa takiego sprzętu nie wymagała — jak w sytuacji łuku — długich ćwiczeń. Z w pewnych sytuacjach ukazały się pomysły, jak udoskonalić ten sprzęt.

Balista

Balista (Fot. FansShare.com)

Balista (Fot. FansShare.com)

Balisty zostały dalekimi krewnymi gastrafetesów. Przypominały wielkie kusze, natomiast energia potrzebna do wystrzelenia pocisku brała się z całkiem innego, niż w sytuacji kuszy, źródła. Prawie każde z ramion balisty umieszczano w pionowym zwoju skręconych lin lub ścięgien i to właśnie one po odpowiednim naciągnięciu ramion umożliwiały wystrzelenie pocisku.Celność takiego sprzętu zależała w znacznej mierze od tego, czy obie wiązki lin były napięte w taki sam metodę. Sprawdzano to interesującą metodą, przypominającą strojenie instrumentu muzycznego. Obie wiązki szarpano, przyrównując wydawane przez nie dźwięki, które w prawidłowo wyregulowanej baliście musiały być identyczne. Na poniższym filmie możecie spostrzec prezentację strzelania ze sporej balisty:

Balista mogła miotać zarówno strzały, jak i np. kamienne kule. W zależności od jej wielkości pociski mogły ważyć od kilkudziesięciu do dosłownie 100 kilogramów, a zasięg machiny, w wypadku stosowania strzał, mógł sięgać jednego kilometra.

Kamienne kule mogły być wystrzeliwane na mniej więcej 400 metrów. Istniało kilka odmian balist, jak na przykład. carrobalista umieszczona na podwoziu kołowym (istnieją rzymskie źródła wskazujące, że tego typu broń służyła m.in. do walki ze słoniami) czy zbliżony do opisanego niżej skorpiona polybolos — półautomatyczna balista, mogąca wystrzelić nawet 9 pocisków na minutę.

Skorpion

 

1 comment

  1. Niesamowite machiny, uwielbiam artylerię, militaria i cały ten świat. Całe szczęście, że na swoim osiedlu mam sklepik, który sprzedaje antyki Bydgoszcz i czasami idę sobie popatrzeć co nowego właściciel sprowadził z broni. Świetna sprawa.

Dodaj komentarz