Zmieniłam zadnie na temat legalizacji marihuany po przeczytaniu wpisu na pewnym blogu wielotematycznym. Był tam artykuł o medycynie mówiący o jej leczniczych właściwościach na drobne dolegliwości, niemniej jednak również na poważne choroby. Przekonało mnie to. Przeglądając dalej to miejsce pełne cudów trafiłam na wesela imprezy balony w roli główniej, nie szło oczu oderwać takie to było piękne. Wszechobecne jak na każdym blogu artykuły o elektryce i publikacje o hydraulice również musiały być, bo jak inaczej. Poza tym trafiłam na przegląd firm/spółek/korporacji zajmujących się projektowaniem stron www i było napisane, z usług których nie należy korzystać. Warto wiedzieć gdzie taki spis istnieje w razie potrzeby. Przeczytałam jeszcze wpis dotyczący przemytu z Kolumbii w meblach, a dokładniej antykach. Podobno kiedyś metodę nie do wykrycia.

Wyroby ze srebra to dobro ponadczasowe. Pierwiastek ten ,nie starzeje się”, a przedmioty wykonane z jego udziałem naznaczone są ponadczasowym pięknem. Istnieje kilka najrozmaitszych stylów, kształtów, wielkości i zastosowań wyrobów srebrnych i platerowanych. Dlatego właśnie stanowią one świetny prezent w praktyce na każdą okazję, czy to rocznicę, imieniny, ślub, chrzest czy z okazji zaręczyn. Wartość srebra jest nieoceniona i nie chodzi tu wcale o pieniądze, lecz o walory ładne, których wyrobom z tego kruszcu nie brakuje. Posiadanie ich oczywiście jest dumą i oczkiem w głowie każdego zadowolonego właściciela. Problem pojawia się jednak, gdy, wskutek dłuższego braku użytkowania na powierzchni naszych ukochanych dekoracji pojawia się śniedź. Proszę się natomiast nie przejmować gdyż jest na wiele szybkich, sprawdzonych, domowych możliwości. Dzięki nim uda się wyczyścić Państawa srebra i platery w oka mgnieniu.

Metody czyszczenia

Czyszczące właściwości soli

Znaleźć w mojej kuchni powinno się odpowiednio głębokie szklane naczynie, które następnie wyłożymy folią aluminiową. Następnym krokiem będzie zalanie owego naczynia wrzątkiem i sporządzenie z niego roztworu soli, dodając jej mniej więcej 2 łyżki kuchenne na pół litra zagotowanej wody. Następnie wkładamy umyty w ciepłej wodzie z mydłem przedmiot srebrny lub platerowany do naczynia. Czas trzymania srebrnych przedmiotów w ,słonej wodzie” zależy od stopnia zabrudzenia. Może trwać to od kilku minut do wręcz paru godzin, przy czym powinno się dbać żeby woda w naczyniu nie wystygła poniżej temperatury 40 stopni C. Bez wątpienia wszystkie zakamarki powinno się doczyścić miękką szmatką i odpowiednim preparatem. Po zypełnym zabiegu srebra należy szczegółowo umyć wodą i wysuszyć.

Roztwór sodowo-octowy

W ten sam sposób co w sytuacji roztworu soli, trzeba przygotować szklane naczynie wyścielone folią aluminiową. W tym przypadku natomiast zamiast soli używamy roztworu sody i octu. Proporcje to 1 łyżka sody oraz 1 łyżka octu na 1L zagotowanej wody. Zanurzenie srebrnego przedmiotu powinno w tym wypadku trwać mniej więcej 15 minut. Następnie postępujemy tak jak przedtem, a mianowicie przedmiot myjemy z dużą uwagą wodą i osuszamy.

Czyszczenie popiołem

Metoda do w przeciwieństwie do dwóch poprzednich odbywa się na sucho. Trzeba nasączyć bawełnianą szmatkę popiołem (każdym oprócz popiołem węglowym, gdyż brudzi on zamiast czyścić) , a dodatkowo sokiem z cytryny albo wodą. Szmatką tą gruntownie czyścimy nasz plater, a następnie zmywamy go wodą i suszymy.

Pasta do zębów

W tym sposobie wystarczy nasączyć bawełnianą ściereczkę pastą do zębów, którą następnie z uwagą przecieramy przedmiot. Kolejno trzeba srebro obmyć i wysuszyć. Trzeba jednak pamiętać, aby używać pasty z niską zawartością sodu, który w zbyt dużym stężeniu potrafi niszczyć srebro. Powinno się także wyselekcjonować pastę bez jakichkolwiek wybielaczy do zębów , a dodatkowo mikrogranulek.

Wiele poważnych zasad

Przy czyszczeniu wyrobów srebrnych i posrebrzanych najbardziej istotnym jest wybór odpowiednich narzędzi. Trzeba stosować tylko bardzo miękkie ściereczki, które nie naruszą powierzchni metalu. Należy także unikać czyszczenia naszych ukochanych sreber środkami zawierającymi substancje ścierające. Jest to zasadnicze jeżeli chcemy zachować ich nienaruszoną jakość i wysoki połysk. Jeżeli już chcemy dalej zabezpieczać nasze wspaniała przed zgubnym działaniem powietrza, możemy zawinąć je w czarną bibułkę i bezpiecznie schować w zamknięciu. Jestem jednakże zdania, że rzeczy te nie powinny być zamykane przed światem, dosłownie inaczej, powinny one cieszyć nasze oko każdego dnia.

Ostatnimi czasy wpadła mi w ręce gazetka jednego ze sklepu meblowego i zastanowiłam się czemu spora większość z nas decyduje się na monotonie, schematyczność narzuconą nam z góry poprzez głodnych zysku producentów mebli a raczej ich animatorów.

Model, który osiąga wysoką marketing jest nagminnie powielany przez kilka sezonów przy jednoczesnych nieznacznych zmianach dla niepoznaki. Właściwie każde miasto posiada taki swój ogromny salon w, którym możemy kupić jeden z tysięcy oferowanych mebli dostępny w kilkudziesięciu innych sklepach w różnych aglomeracjach kraju.
Cóż to za rarytas mieć to samo w lokalu mieszkalnego co kilkuset Mieszkańców Polski? Ażeby jeszcze śmieszniej było, to zauważę, że większość z nas uważa się za kreatywnych indywidualistów którzy pragną się wyeksponować, być wyjątkowi, czuć się priorytetowo i otaczać się rzeczami o nieprzeciętnym wyglądzie. Cóż za ironia mówimy całkiem inaczej i czynimy cos innego niż opowiadamy wokoło.
A wszakże odrobina pomysłowości i funkcjonowania wystarczy, aby wnieść do swojego lokalu niepowtarzalny, magiczny klimat.
Wyobraź sobie wnętrze swojego obecnego lokalu mieszkalnego czy mieszkania, w którym czujesz się jak w bajce, jakby czas cofnął się o kilkaset lat. Twój zachwyt nie posiada końca nad anielsko pięknymi niczym z ażuru meblami. Czujesz się jak byś przeniósł się do czasów w których kobiety nosiły piękne ogromne suknie a we włosach wpinały kwiaty gdzie królował przepych i fantazja wzorów i ornamentów. Zachwycająca precyzja zaprojektowania ma możliwość sprawiać wrażenie że każdy fragment wymagał ogromnego nakładu pracy.
Przepraszam, że wyrywam Cię aktualnie z tego magicznego zakątka Twojej wyobraźni gdzie wyobraziłeś sobie wnętrze swojego lokalu mieszkalnego w którym królują zachwycające, urokliwe meble stylowe wystylizowane na styl z poprzednich epok, w taki metodę by perfekcyjnie odzwierciedlały klimat tamtych lat.
Pewnie zastanawiasz się ,no fajnie ale jak wiele takie cudeńko może mnie kosztować?” Jeśli za punkt odniesienia weźmiemy meble masowo kreowane to nie okłamujmy, ze 100% pewnością odczujesz ich koszt w swoim portfelu, niemniej jednak jeżeli już weźmiemy pod uwagę koszt prawdziwego , antyku” np. z XVI wieku możesz zaoszczędzić faktycznie ogromna sumę kasy. Tak, różnica w obydwu przypadkach jest znacząca, już wyjaśniam czemu tak się dzieje.
Meble stylowe potrzebują dużego nakładu pracy, cen , a dodatkowo wiedzy, więc korporacji, w których produkcja mebli skierowana jest w stronę masowej produkcji a hasło przewodnie firmy brzmi… , liczy się ilość nie jakość” …
Producenci mebli nie mogą pozwolić sobie na tak duże koszty produkcji, dlatego też nie podejmują tematu – mebli stylowych, nadrabiając w niektórych kolekcjach inspiracją zaciągniętą z poprzednich epok. Niestety mało ma to wspólnego z prawdziwą sztuką.
A jak cena mebli stylowych prezentuje się przy porównaniu jej do ich pierwowzorów” oryginalnych antyków”.
Prawdą jest, że takowy antyk jest dla wielu osób nieosiągalny, już nie wspomnę o cenie jednak sam fakt że jest tylko jeden egzemplarz robi spersonalizowane, w większości przypadków pozostaje w zbiorach muzeum bądź zapalonego kolekcjonera jednego z milionerów…

Rozwiązanie podsunęli nam przedsiębiorcy, którzy od lat zajmują się renowacja mebli a widząc, lukę w biznesie meblarskiej i używając edukację na zagadnienie historii meblarstwa, używanych technik oraz dodatkowo wzorów i nie gardząc własną kreatywnością stworzyli propozycję, w której właściwie każdy, kto chciałby mieć ten niepowtarzalny, magiczny klimat we spersonalizowanych czterech katach ma możliwość już urzeczywistnić prywatne marzenia. Produkcja mebli stylowych stała się faktem, przynoszącym de fakto duże dochody gotówki i ogromne zadowolenie nabywców. Tu jakość idzie w parze z ceną. Wiesz, że dokonujesz płatności za coś wartościowego, oryginalnego, sam możesz wygenerować.
Namawiam Cię do działania bądź kreatywny za jakiego się uważasz, o ile nie stać cię na meble antyczne, weź stare meble w obroty i wymyśl cos ciekawego, spraw żeby rozpromieniały na nowo. Gwarantuje Kobiety i mężczyźni, że mile się zaskoczysz…

Porcelana jest materiałem ceramicznym składającym się z mulitu (3Al2O3 + 2SiO2), lub kwarcu i szkła skaleniowego i dzieli się na:

-twardą- (o składzie: 40-60% kaolinu, 20-30% skalenia, 20-30% kwarcu) 
-miękką- (25-40% kaolinu, 25-40% skalenia, 30-45% kwarcu).
Porcelanę wypala się:
-jednokrotnie w temperaturze 850 – 1000 st.C (nieszkliwiona),
-dwukrotnie szkliwiona w temperaturze 1250 – st.C
-twarda w 1350 – st.C.
Formowanie porcelany następuje z masy lejnej poprzez odlewanie w formach gipsowych albo z masy plastycznej przez toczenie albo prasowanie.
Do szkliwienia służą bardzo często szkliwa skaleniowe, a farby naszkliwne do zdobienia. Twarda porcelana biskwitowa bez szkliwa, która ma możliwość być barwiona, stosowana jest jako dekoracyjna przykładowo. na figurki albo płaskorzeźby. Jest wytwarzana z kaolinitu (około 50%), kwarcu (mniej więcej 25%) i skalenia (mniej więcej 25%).
W współzależności od użycia porcelanę dzieli się na:
-stołowa,
-artystyczna,
-elektrotechniczna,
-laboratoryjna,
-dentystyczna.

Porcelana stołowa – służy do wytwarzania zastaw stołowych jako porcelana twarda lub miękka. Formowana jest poprzez odlewanie wylewne lub nalewne w formach gipsowych lub poprzez toczenie i dwukrotnie wypalana na biskwit i następnie w wyższej temperaturze, po nałożeniu szkliwa przeważnie przeźroczystego skaleniowego, poczym zdobionego przez malowanie lub sposobami specjalnymi. Porcelana chemiczna – ma podobny skład do porcelany biskwitowej i może być wypalana jedno – lub dwukrotnie w temperaturze 1450 st.C.
Używa się ją do produkcji sprzętu laboratoryjnego i elementów aparatury chemicznej, gdyż jest bardzo odporna na działanie kwasów (z wyjątkiem HF) , a ponadto dość odporna na ługi i szoki termiczne.
Porcelana elektrotechniczna – twarde o barwie białej lub kremowej zawiera więcej substancji ilastej i możliwie mało tlenków sodu i potasu, jest pokrywana szkliwem o specjalnym składzie najczęściej w trakcie jednokrotnego wypalania w około 1450 st.C. Ze względu na dużą rezystywność i wytrzymałość na ściskanie, około 400 – 450MPa, jest głównie stosowana na izolatory niskiego napięcia Porcelana elektrotechniczna z dodatkiem związków cyrkonu jest stosowana na izolatory wysokiego napięcia.
Porcelanę wynaleziono w Chinach w pierwszej połowie VII wieku. Wysoki poziom wyroby osiągnęły w czasach dynastii Song (wazy i misy zdobione szkliwem jednobarwnym) , a dodatkowo w okresach dynastii Yuan i Ming. Pracowała wówczas manufaktura w Jingdezhen produkująca zastawy stołowe, naczynia dekoracyjne, płytki, figurki malowane farbami naszkliwnymi lub podszkliwnymi. W czasach dynastii Qing opanowano kolejne technologie produkcji porcelany tzw. trzech, czterech i pięciu barw. W Korei produkcja porcelany rozwijała się od XII w. osiągając swój rozkwit w XVI i XVII wieku. Wyroby chińskie docierały do Europy od XI w. Pierwsze próby produkcji podjęto we Florencji. Była to porcelana sztuczna (miękka) zwana porcelaną Medici.
Właściwą technikę produkcji odkrył w początkach XVIII w. Ehrenfried Walther von Tschirnhaus. Po jego śmierci w Dreźnie i Miśni (Meissen) prace kontynuował jego uczeń Johann Friedrich Böttger, alchemik elektora saskiego i króla Rzeczypospolitej Augusta II. Było to osiągnięcie najistotniejsze, również ze względu na rosnące w tamtym czasie zainteresowanie chińszczyzną. Porcelanę wyrabianą w Saksonii nazywano „białym złotem” dlatego, że zastępowała złoto jako królewski podarunek. Produkcja w Miśni na początek nie miała wielkiej skali, wyprodukowane pojedyncze egzemplarze traktowano jak dzieła sztuki. Dopiero pod koniec lat 20. stała się bardziej dostępna, niemniej jednak i tak przez dłuższy czas porcelana ta była rozdawana, a nie sprzedawana. Po śmierci Böttgera w 1719 r. kunszt przejął jego pomocnik Höroldt, który łącząc elementy egzotyczne i rokokowe oraz rozszerzając paletę barw, opracował styl saski przyjęty od 1735 r. w całej Europie: figurki przedstawiające postacie ludowe i dworskie, obudowy zegarów zdobione barwnymi motywami roślinnymi, postaciami i zwierzętami. Johann Joachim Kändler, kierując manufakturą w latach 1731-1775, dołączył do Miśni małe zakłady saskie, których produkcja cieszyła się ogromnym powodzeniem. Następnie w Miśni próbowano naśladować wyroby z Sevres; porcelana saska straciła w ten metodę swój oryginalny urok, nie osiągając równocześnie elegancji właściwej wyrobom francuskim.
W dawnej Polsce wszelkie wyroby ceramiczne nazywano glinianymi, a szkliwione naczyniami z gliny polewanej. Od XVI w. spotyka się dokładnego sprecyzowania majolika w stosunku do wyrobów zdobionych. W XVII wieku wchodzi w zastosowanie nowa nazwa „farfury” do współcześnie stosowana przykładowo. w jęz. rosyjskim. Jest to słowo pochodzenia arabskiego oznaczające w państwach Bliskiego Wschodu tylko cesarską porcelanę chińską, a u nas nazywano tak różnorodne rodzaje ceramiki. W XIX wieku ustala się nazwa fajansu obejmująca wyroby szkliwione bez względu na różnice w tworzywie. Nazwy porcelany i kamionki dobitnie określają rodzaj użytej gliny, a z fajansem i majoliką bywało różnie. Czasem określenia te stosowano w współzależności o państwie pochodzenia, niemniej jednak także w przyrównaniu do zastosowanych surowców. Wynikło to z historii rozwoju w Polsce dwóch odmiennych rodzajów ceramiki o podobnym wyglądzie zewnętrznym. Wcześniejsze wyroby zwane fajansem lub także majoliką o szkliwie kryjącym ołowiowo-cynowym, zaczęły w XIX w. ustępować wyrobom z glinek jaśniejszych o przezroczystym szkliwie ołowiowym i przyjęły tą sama nazwę fajans. Miano majoliki utrzymało się tylko w odniesieniu do barwnych, malowanych wyrobów w typie włoskim. Tylko w opracowaniach profesjonalnych wykorzystuje się określenia fajans delikatny albo cienkościenny dla fajansów z jasnych glinek.
Same nazwy fajans i majolika są pochodzenia włoskiego. Majolika pochodzi od wyspy Majorki, gdzie magazynowano ceramiką hiszpańską przeznaczona na eksport do Italii. Nazwy tej użył po raz pierwszy w r. 1548 Cyprian Piccolpasso, kierownik wytwórni w Castel Durante. Jednakże fajans pochodzi od ośrodki miejskie Faenza, gdzie po raz 1-szy zaczęto wytwarzać ceramikę o szkliwie ołowiowo-cynowym. Od XVII w. fajansami nazywano tego typu wyroby, niemniej jednak pochodzące nie z Włoch, lecz z innych krajów Europy. Wyroby majolikowe włoskie i fajansowe holenderskie, francuskie czy niemieckie nie odróżniają się między sobą w technologii wykonania. Zasady produkcji podane w XVI w. przez Picollpassa pokazuje cały czas w swoim podręczniku z 1794 r. Holender Gerrit Paape. Wyroby włoskie charakteryzuje wysoki poziom artystyczny zdobień, gdyż powiązane są one rodzimym malarstwem z okresu renesansu. Zdobienia te próbowały naśladować inne kraje, wykorzystywano także ornamentykę chińską i japońską.
Technika produkcji porcelany jest identyczna do fajansu z tym, że w sytuacji porcelany surowce muszą być czystsze i drobniej zmielone. Do fajansów o szkliwie ołowiowo-cynowym używano glinek jasnych zawierających węglan wapnia. Do fajansów o szkliwie ołowiowym takich samych glinek, a do fajansów pastelowych, kaolinitowych dodawano kredę, marmur i skaleń. Do szkliw fajansowych zasadniczym czynnikiem są krzemionki (drobny piasek kwarcytowy) oraz tzw. topnik, jakim jest tlenek ołowiu (glejta). Dodawany do szkliwa tlenek cyny produkuje zawiesinę nieprzezroczystą stanowiącą świetne, białe tło do malatur. W dekoracji malarskiej stosowano tzw. farby dużego i małego ognia czyli malatury podszkliwne i naszkliwne. Tlenki manganu, miedzi, kobaltu wytrzymywały wypał w w wyższej temperaturze, nie ulatniały się, malowano więc nimi na nie wypalonym jeszcze szkliwie. Gdy stosowano inne tlenki, w tym złoto, temperatura musiała być niższa. Malowano wówczas na szkliwie już wypalonym (farby małego ognia), a następnie wypalano w temperaturze niższej w piecach muflowych.
Inny produkt ceramiczny to porcelit czyli pół-porcelana. Jest to jest to wyrób ceramiczny o właściwościach pośrednich między fajansem, a porcelaną. Produkuje się z niego naczynia stołowe , a oprócz tego sprzęt sanitarny i laboratoryjny.

 



Bardzo ciekawa półka eklektyczna którą wykonano pod koniec XIX wieku. Jest to priorytetowo dekoracyjny mebel przykuwający uwagę swoim designem. Charakterystyczne dla tej półki są bogato rzeźbione podpory boczne , a ponadto płyciny w ramkach które wyklejono wspaniałą okleiną z orzecha.  Całość jest pięknie skomponowana dzięki czemu mebelek zachowuje właściwe proporcje i pomimo bogatej formy nie wydaje się przesadzony.
Powyższa półka jest dobrym przykładem mebli w typu eklektyzmu które w znaczącej większości cechowały się bogactwem najmniejszych elementów rzeźbiarskich.

WYMIARY: blat półki 150 x 23 cm, wysokość 38 cm.
Mebelek przeszedł renowację, przedtem cały był zamalowany żółtą farbą która bardzo go szpeciła.

Przy okazji mielibyśmy ochotę napisać parę zdań na zagadnienie usuwania starych farb olejnych z powierzchni dębowych. Nie wiem czy ktoś z czytelników zdaje sobie sprawę ale całkowite i skuteczne usunięcie białej lub jakiejkolwiek innej jasnej farby z drewna dębowego jest bardzo trudne. Otóż dąb charakteryzuje się tym, że ma dużo głębokich mikroporów w usłojeniu. W większości przypadków tak się zdarza, że farba którą jest pomalowane drewno dębowe wnika głęboko w pory i pozostaje tam na stabilne. Próby usunięcia jej chemicznie przy pomocy zmywaczy nie dają odpowiednich rezultatów. Należy wielokrotnie nakładać zmywacz i spłukiwać go z użyciem denaturatu, najlepiej szczotkując a dodatkowo powierzchnię drewna szczoteczką o drobnym i miękkim mosiężnym włosiu. Wielu konserwatorów do spłukiwania zmywacza i pozostałości farby stosuje drobnych trocin spod piły. Efekty spłukiwania z użyciem trocin i szczoteczek są podobne.
Może ktoś zapytać czemu nie szlifuje się powierzchni zamalowanych mebli, wszak to łatwiejsze i tańsze niż zmywanie. Otóż odpowiedź jest bardzo prosta. Szlifowanie ma możliwość bardzo zaszkodzić meblom, szczególnie tym które są pokryte okleiną, może doprowadzić do jej przetarcia. Co więcej najczęściej nie da się szlifować powierzchni zamalowanej farbą bez wcześniejszego jej zmycia ponieważ papier ścierny potrafi się pozaklejać drobinami farby po kilku sekundach pracy. Więc co aby nie mówić to częściej nie uda się pominąć zmywania.
Identycznie jak ze szlifowaniem posiada się sprawa z użyciem opalarek – jest ono całkiem wykluczone w wypadku mebli w okleinie ponieważ doprowadza do odklejenia forniru od konstrukcji i tym samym zniszczenia mebla.
Co ciekawe gdy ze starannosią oczyścimy powierzchnię dębu ze starej i niepotrzebnej farby jest ona matowa i czysta to wydaje się, że wszystko jest ok. Nic bardziej mylnego ponieważ w momencie gdy nakładamy politurę to się okazuje, że w mikroporach ujawnia się szereg jasnych cętek które przedtem nie były widoczne.
Zatem moja rada jest taka, że przed przystąpieniem do ostatecznego politurowania należny zrobić próbę i zapoliturować wstępnie fragment powierzchni ażeby się przekonać czy wystarczająco oczyściliśmy drewno. Nieraz zabieg czyszczenia należy powtórzyć, nieraz okazuje się, że powinno się się pogodzić z pewną ilością mikro-plamek.
Sprawa oczyszczania powierzchni dębu z farb w odcieniach brązu albo czerni jest łatwiejsza ponieważ pozostałości farby dobrze zlewają się z tłem i nie widać ich całkowicie po zapoliturowaniu.
Problem mikro-pozostałości farb w usłojeniu nie tyczy się prawie wcale drewna bukowego, orzechowego i niektórych odmian mahoniu ponieważ są to gatunki drewna o zwartym usłojeniu w które nie wnika farba.

 

Artyleria nie bez powodu bywa nazywana bogiem wojny. Choćby kojarzy się z hukiem dział i potężnymi eksplozjami, to stosowano ją też w czasach przed wynalezieniem broni palnej i artylerii prochowej. Dawne machiny wojenne miały zasięg przekraczający kilometr, a największe z nich miotały pociskami o wadze 1,pięć tony. Jak działały?

  1. Kiedy powstały pierwsze machiny wojenne?
  2. Czym balista różni się od katapulty?
  3. Jaką szybkostrzelność miały machiny rzymskich legionów?
  4. Jak ciężkie pociski mógł miotać trebusz?

 

Stare legendy są pełne walecznych bohaterów, bez lęku rzucających się w wir walki. Starożytni mieli natomiast więcej rozsądku, niż wynikałoby z wiekowych mitów, i korzystali też z broni, która ma możliwość nie zapewniała nieśmiertelnej chwały, niemniej jednak pozwalała zachować do przeciwnika bezpieczny dystans. Jaki był tego skutek? Nie szukając daleko, wystarczy przypomnieć los biblijnego Goliata.

Warto wspomnieć, że dawne proce działały zupełnie inaczej, niż większość współczesnych i wykorzystywały siłę odśrodkową. Działanie takiej broni prezentuje poniższy film:

 

Alternatywną bronią dystansową był łuk, wynajdywany prawdopodobnie niezależnie od siebie przez różne cywilizacje, a o skuteczności tej broni miał boleśnie przekonać się — jeśli wierzyć ślepemu poecie, w którego istnienie powątpiewają niektórzy badacze — choćby Achilles.

I choć dawne strzelanie z łuku bardzo różniło się od współczesnego łucznictwa sportowego (m.in. strzałę układano po prawej stronie), to skuteczność i prostota tej broni sprawiły, że to właśnie on, po udoskonaleniu, stał się pierwszą, dość skromną, machiną wojenną.

Gastrafetes

Gastrafetes (Fot. Pinterest)

Gastrafetes (Fot. Pinterest)

Łuk, w szczególności w rękach doświadczonego strzelca, mógł wydawać się bronią idealną. Niestety, wyszkolenie łucznika było czasochłonne, a skuteczność tego sprzętu była uzależniona m.in. od siły użytkownika.

Rozwiązanie tego kłopotu znaleźli starożytni Grecy mniej więcej V wieku p.n.e., wymyślając gastrafetes, czyli łuk brzuszny. Było to urządzenie przypominające nieco kuszę, a nazwa wzięła się stąd, że cięciwę napinano, opierając jeden koniec gastrafetesa o ziemię, a drugi, stosownie wyprofilowany, o brzuch.

Mechanizm spustowy zatrzymywał naciągniętą cięciwę – należało jedynie ułożyć strzałę i czekać na sposobność do strzału. Co istotne, obsługa takiego sprzętu nie wymagała — jak w sytuacji łuku — długich ćwiczeń. Z w pewnych sytuacjach ukazały się pomysły, jak udoskonalić ten sprzęt.

Balista

Balista (Fot. FansShare.com)

Balista (Fot. FansShare.com)

Balisty zostały dalekimi krewnymi gastrafetesów. Przypominały wielkie kusze, natomiast energia potrzebna do wystrzelenia pocisku brała się z całkiem innego, niż w sytuacji kuszy, źródła. Prawie każde z ramion balisty umieszczano w pionowym zwoju skręconych lin lub ścięgien i to właśnie one po odpowiednim naciągnięciu ramion umożliwiały wystrzelenie pocisku.Celność takiego sprzętu zależała w znacznej mierze od tego, czy obie wiązki lin były napięte w taki sam metodę. Sprawdzano to interesującą metodą, przypominającą strojenie instrumentu muzycznego. Obie wiązki szarpano, przyrównując wydawane przez nie dźwięki, które w prawidłowo wyregulowanej baliście musiały być identyczne. Na poniższym filmie możecie spostrzec prezentację strzelania ze sporej balisty:

Balista mogła miotać zarówno strzały, jak i np. kamienne kule. W zależności od jej wielkości pociski mogły ważyć od kilkudziesięciu do dosłownie 100 kilogramów, a zasięg machiny, w wypadku stosowania strzał, mógł sięgać jednego kilometra.

Kamienne kule mogły być wystrzeliwane na mniej więcej 400 metrów. Istniało kilka odmian balist, jak na przykład. carrobalista umieszczona na podwoziu kołowym (istnieją rzymskie źródła wskazujące, że tego typu broń służyła m.in. do walki ze słoniami) czy zbliżony do opisanego niżej skorpiona polybolos — półautomatyczna balista, mogąca wystrzelić nawet 9 pocisków na minutę.

Skorpion

 

Jak oczyścić obraz i przywrócić mu dawną urodę? Niekoniecznie powinieneś oddawać go do wyspecjalizowanej spółki. Obraz, też olejny, można wyczyścić własną pracą. Sprawdź, jak to należy zrobić!

Obrazki w naszych domach w znaczącej liczbie sytuacji potrzebują pomocy, szczególnie o ile były niewłaściwie przechowywane – zbiera się na nich kurz, mogą też pojawić się na nich różne plamy i zabrudzenia, a pod wpływem przesuszenia i nacisku na płótno farba ulega spękaniu. Powierzchnia obrazu ma możliwość być zatłuszczona, pokryta śladami po dymie i odchodami much, a także pleśnią.

Jeżeli już obraz jest cenny, a oprócz walorów estetycznych posiada również konkretną wartość mierzoną w złotówkach, nie ryzykujmy. Oddajmy go do profesjonalnej konserwacji. Natomiast jeżeli jego wartość jest raczej sentymentalna i zwyczajnie go lubimy, wyczyśćmy go samodzielnie. Użyjmy jedynie odpowiednich środków i warto zdawać sobie sprawę, że to zadanie wymaga delikatności.

Czym wyczyścić stary obraz?

Obraz przede wszystkim należy odkurzyć. Można to zrobić za pomocą miękkiej ściereczki, a najlepiej specjalnej miotełki do kurzu. Nie może to być materiał, który zostawia ,kłaczki”, na przykład. ręcznik papierowy. Uważajmy na miejsca, w których farba ma pęknięcia!

O ile chcemy solidniej odświeżyć i wyczyścić obraz olejny, użyjmy oleju lnianego, ogrzanego mleka albo ciepłej wody. Jeśli na powierzchni obrazu nie posiada spękań, można także wykorzystać wywar z ziemniaków, moczonych w ciepłej wodzie poprzez 12 godzin. Dobrym środkiem jest podobno również jasne piwo ogrzane do temperatury pokojowej. Do czyszczenia obrazu nie można używać detergentów, choćby farby olejne, priorytetowo pokryte werniksem, są dość odporne. Jeżeli nie mamy zaufania do domowych sposobów, kupmy specjalny płyn do czyszczenia obrazów olejnych w sklepie dla artystów grafików (można także zakupić je w Internecie) – nakłada się je pędzlem i pozostawia na obrazie (radzą sobie m.in. z takimi problemami jak zażółcenie obrazu).

Obrazy namalowane farbami wodnymi i akrylowymi można oczyścić białym chlebem, w miejscach najbardziej zabrudzonych używając go jak gumki, w innych jedynie delikatnie przecierając powierzchnię.

Jak czyścić obraz?

Czyszczenie obrazu najlepiej wykonać po zdjęciu ramy – nie tylko ją w ten sposób zabezpieczymy, ale także będziemy mogli przetestować wybrany do czyszczenia środek. Czyszczenie zacznijmy w tych miejscach, które na co dzień są zasłonięte ramą – jeśli na ściereczce lub gąbce pozostają ślady farby, to metoda nie jest odpowiednia i zniszczy obraz.

Powierzchnię obrazu delikatnie przecieramy zwilżoną (ale nie mokrą) syntetyczną gąbką albo bawełnianą szmatką, ostrożnie oczyszczając kawałek po kawałku. Materiał albo gąbkę w bardzo wielu przypadkach płuczemy i odciskamy. Nie trzemy powierzchni!

Jakiś czas temu teściowie stwierdzili, że wymienią sobie meble, a te ich aktualne, a są to stare kredensy, się sprzeda. Słyszałam kiedyś o opróżnianiu mieszkań Bydgoszcz, więc stwierdziłam, że warto z tego skorzystać. Panowie przyjechali i z miłą chęcią kupili komody, a szef zauważył, że świetnie nadadzą się do jego skupu antyków Bydgoszcz. Transakcja zakończyła się bardzo korzystnie dla obojga stron, a również jesteśmy bogatsi o nowe doświadczenie i każdemu będę polecać tą firmę. Dodatkowo oprócz tego typu usługi prowadzą także lombard Bydgoszcz, co daje niezwykłe połączenie przeszłości w postaci antyków, z teraźniejszością w postaci dzisiejszych dóbr materialnych w tym samym miejscu jednocześnie.

W 1499 (albo 1503) roku Vasco da Gama stanął przed portugalską parą królewską i złożył relację z wyprawy do dalekich Indii. W gronie egzotycznych darów szczególny podziw wzbudziła chińska porcelana. Nie było to natomiast pierwsze zetknięcie cywilizacji łacińskiej z ceramiką Państwa Środka.

01_08_2013_14_34_08.jpg

Wieści o dalekim, ogromnym i bogatym kraju na krańcach świata, pełnym tajemniczych wynalazków, zawdzięczał nasz kontynent nielicznym wzmiankom w pismach autorów antycznych oraz wiadomościom ze świata arabskiego. Nie brakło w nich opisów niezwykłych naczyń – przepuszczających światło, lekkich, gładkich i kruchych, a jednocześnie świecących własnym niezwykłym blaskiem. Chińska porcelana fascynowała chyba wszelkie cywilizacje, które się z nią zetknęły. Jej właściwości – zarówno te rzeczywiste, jak i przydane przez wierzenia i naukę – a także utrzymywana w sekrecie technologia produkcji sprawiały, że porcelanowe wyroby ceniono bardziej niż złoto.

Pierwszą średniowieczną informację o chińskiej porcelanie zawdzięczamy słynnemu weneckiemu podróżnikowi. Marco Polo w rozdziale XLVIII swego Opisania świata, czyli relacji z wyprawy do Chin u schyłku XIII wieku zanotował: I jeszcze dodam, że w tej prowincjiznajduje się miasto zwane Tiundżugdzie wyrabiają talerze z porcelany, mniejsze i większe, najpiękniejsze, jakie oglądać można. I nigdzie indziej nie wyrabiają ich dodatkowo miastem. I stąd rozwożone są na cały świat. Są one tam w wielkiej ilości i mało kosztowne, tak bardzo tanie, że za jeden wenecki grosz można mieć trzy wspomniane misy, najpiękniejsze, jakie można sobie wyobrazić. Te misy robią z gliny, jak powiem. Zbierają jakby pewien rodzaj rudy, muł , a ponadto ziemię spróchniałą, robią z niej kopce wielkie; i tak zostawiają je na słońcu i na deszczu poprzez trzydzieści albo czterdzieści lat. I poprzez ten czas nie ruszają ich wcale. Poprzez ten cały czas ziemia owa staje się tak miałka i oczyszczona, że misy z niej robione nabierają barwy lazurowej i są nadzwyczaj piękne i pełne blasku. I można im potem nadać barwę, jaką chcemy, i wypalić w piecu (przeł. A.L. Czerny).


fot. Chińska waza porcelanowa z XV wieku, którą historycy sztuki nazwali Gaignieres-Fonthill


Podróżnikowi zawdzięczamy nie tylko relację o chińskich manufakturach, lecz również termin ,porcelana”. Pochodzi on od włoskiego porcello, czyli nazwy małża morskiego, którego gładka, półprzezroczysta skorupa przypominała ścianki porcelanowych naczyń. To, że Marco Polo nie czuł potrzeby bliższego wyjaśnienia, czym jest porcelana, świadczy, że termin ten był powszechnie zrozumiały, a zasługą podróżnika jest jego odnotowanie. Zapewne wenecjanin, gdy w 1295 roku wrócił do Europy, przywiózł ze sobą w gronie innych skarbów Wschodu wyroby z porcelany.

Kupiec podróżował starożytną drogą zwaną Jedwabnym Szlakiem, łączącą Chiny ze Środkową Azją, Bliskim Wschodem , a ponadto Europą. Ze wschodu na zachód wożono tamtędy nie tylko jedwab, niemniej jednak też porcelanę. Na jej kupno stać było jedynie najbogatszych z najbogatszych. Potężne kolekcje porcelany były ozdobą pałaców wezyrów, chanów i szachów. Nie złoto i klejnoty stały się w Azji Środkowej materialnym wyznacznikiem bogactwa, lecz w chwili obecnej porcelana. Władcy sprowadzali ją, można rzec, hurtowo z Chin. Posiadaczem jednej z największych kolekcji był kalif Harun ar-Raszid (zm. 809) znany z Baśni tysiąca i jednej nocy.

 

BARDZO RZADKIE OKAZY

Niewiele materialnych pamiątek kontaktów łacińskiej Europy z Chinami przed początkiem XVI wieku, czyli datą otwarcia drogi morskiej wokół Afryki i Indii do Państwa Środka, przetrwało do naszych czasów. Oczywiście swoje zrobił czas – krucha porcelana, jak chyba niewiele innych zabytków, jest narażona na zniszczenie. Wojny, kataklizmy czy dosłownie trywialne przeprowadzki siały w tych delikatnych kolekcjach istne spustoszenie. Własne zrobiła też zmienność upodobań i mód. Kiedy w XVI i XVII wieku porcelana zaczęła napływać szerokim strumieniem, bez skrupułów wyrzucano tę starszą, nietrafiającą już w gusta europejskich właścicieli. Dlatego na palcach jednej ręki można zliczyć ocalałe do naszych czasów niemych świadków wciąż słabo znanych kontaktów europejsko-chińskich przed epoką wielkich odkryć.

01_08_2013_14_34_02.jpg

fot.Fonthill Abbey – neogotyckie opactwo wzniesione na zamówienie Williama Beckforda. W jego bogatej kolekcji dzieł sztuki znalazła się też cenna chińska waza


Inna sprawa to ustalenie, czy rzeczywiście porcelana ,przedkolumbijska” trafiła na nasz kontynent w średniowieczu, a nie wraz z transportami młodszej, nowożytnej. Dowodem średniowiecznego pochodzenia są głównie źródła pisane (w wielu wypadkach spisy lub inwentarze) dokumentujące losy poszczególnych zabytków. Innym mogą być dodane jeszcze w średniowieczu ,łacińskie zdobienia”, sprawiające, że orientalna ceramika bardziej odpowiadała estetyce ówczesnych odbiorców.

David Whitehause, angielski historyk sztuki i najwybitniejszy znawca chińskich importów w średniowiecznej Europie, naliczył ich zaledwie tuzin. Z tej liczby jedynie dwa zabytki to pełne naczynia, co do których nie ma wątpliwości, że trafiły do Europy w wiekach średnich. W przypadku trzech innych pojawiających się w literaturze chińskich importów ich średniowieczną metrykę Whitehause uznał za wątpliwą albo dyskusyjną.

Jednym z takich wątpliwych importów jest tzw. butelka Marco Polo przechowywana w skarbcu weneckiej bazyliki św. Marka. Reszta ceramiki to skorupy wydobyte z globu (sześć kawałków z trzech stanowisk , a ponadto siedem fragmentów z czterech wykopalisk, których średniowieczne pochodzenie jest niepewne).

 

PRZEZ ZIEMIĘ ŚWIĘTĄ NAD REN

W zbiorach Hessisches Landesmuseum w zachodnioniemieckim Kassel przechowywane jest niepozorne naczynie zwane czarą z Katzenelnbogen. To niewielka seledynowa miseczka osadzona na bogato zdobionej bazie. Dopiero jakiś czas temu badacze bliżej przyjrzeli się temu zabytkowi. Okazało się, że naczynie zostało wykonano w Chinach w połowie XV wieku z celadonu. To typ porcelany, który odbiega od naszych wyobrażeń o chińskiej sztuce ceramiki, czyli śnieżnobiałych naczyniach o doskonałych proporcjach i wysublimowanych kształtach. Celadon naśladował barwą i fakturą kosztowny nefryt. Wykonane z niego naczynia mają zielonkawe szkliwo i grube ścianki. Dzięki temu nadawały się do transportu morskiego. Fragmenty takiej ceramiki znajduje się m.in. w Egipcie i Konstantynopolu. Inna nazwa celadonu – martabani – wzięła się od birmańskiego portu Mataban, z którego wyruszały żaglowce wypełnione chińskimi bogactwami. Natomiast słowo ,celadon” pochodzi od imienia sułtana Saladyna (1137 – 1193), właściciela ogromnej kolekcji chińskiej ceramiki, w tym wyrobów z pseudonefrytu. Notabene od nazwy ceramiki (a raczej jej koloru) pochodzi współczesny seledyn.

Szczęśliwie zachowane źródła pisane pozwoliły zrekonstruować szlak, którym miseczka trafiła do Katzenelnbogen, niewielkiego miasteczka w Nadrenii-Palatynacie, które w średniowieczu było stolicą księstwa rządzonego poprzez blisko cztery wieki poprzez grafów władających z górującego nad miastem i okolicą okazałego zamku. Ostatni męski przedstawiciel rodu graf Filip (zm. 1479) najprawdopodobniej przywiózł miseczkę z pielgrzymki do Globu Świętej, którą odbył w latach 1433 – 1434. Od 1453 roku naczynie (purtslan trinkgeshir) jest wymieniane w inwentarzach skarbca grafów. Z czasem dodano mu oprawę zgodną z gustami epoki – gotycką stopę (podstawę) i łodygę (nóżkę) ozdobioną herbami grafów – czerwonym wspiętym lwem w złotym polu. Po wygaśnięciu rodu panów na Katzenelnbogen w końcu XVI wieku ich znakomita i ruchomości (w tym skarbiec) przeszły na landgrafów heskich. Z w pewnych sytuacjach miseczka trafiła do muzeum w Kassel.

01_08_2013_14_34_15.jpg

fot. Antyczne popiersia i wazy z chińskiej porcelany zdobiły siedzibę brytyjskiej Akademii Królewskiej (mal. Johann Zoffany, 1771 rok)

 

PRZEZ WĘGRY NA ZIELONĄ WYSPĘ

O wiele dłuższą i bardziej powikłaną drogę do obecnego miejsca przechowywania odbyła waza Gaigni?res-Fonthill. Pozostaje najstarszym materialnym świadectwem kontaktów łacińskiej Europy z Chinami. Naczynie może nie robi wrażenia rozmiarami (posiada zaledwie 30 cmwysokości), lecz smukłe linie, mleczna barwa oraz subtelne zdobienia – płaskorzeźbowe liście i kwiaty (chryzantemy i piwonie) – sprawiają, że jest w większości wypadków reprodukowana jako przykład sztuki chińskiej. Fachowcy datują jej powstanie na okres pośród 1300 a1340 rokiem. Waza jest przykładem porcelany określanej jako qingbai (wręcz – niebieskawa). Porcelana tego rodzaju ewoluowała z naczyń o lekko niebieskiej tonacji do mlecznobiałych.

Najprawdopodobniej pierwszym europejskim przystankiem wazy był dwór króla węgierskiego Karola Roberta (1310 – 1342). Zapewne otrzymał ją w darze od chińskiego ambasadora, który podróżował w 1338 roku poprzez jego królestwo do Awinionu, na dwór papieża Benedykta XII (a zatem trafiła do Europy 100 lat przed czarką z Katzenelnbogen). W skarbcu węgierskich Andegawenów niezwykły podarek pozostawał blisko pół wieku, bo do 1381 roku. Wtedy to naczyniu dodano zrealizowane ze złoconego srebra uchwyt, wylew i podstawę oraz plakiety z herbami syna Karola Ludwika I, króla węgierskiego (1342 – 1382) i polskiego (1370 – 1382). W ten metodę waza stała się dzbanem. Te zdobienia ukazały się w związku z podarowaniem naczynia dalekiemu kuzynowi węgierskiego dynasty, także Andegawenowi, Karolowi III z Durazzo (1345 – 1386), z okazji koronacji na króla Neapolu w 1382 roku. Kosztowny i efektowny dar miał potwierdzić zawarty sojusz.

Następnym posiadaczem wazy był słynny na całą Europę koneser sztuki świetny Książę de Berry, czyli René I Andegaweński (1409 – 1480), władca Andegawenii i Lotaryngii, tytularny król Neapolu. Nie wiemy, w jakich okolicznościach René wszedł w jej posiadanie. Po jego śmierci waza na trzy stulecia znikła z horyzontu. Pojawiła się dopiero w kolekcji zapalonego zbieracza dzieł sztuki i osobliwości Ludwika Burbona (1661 – 1711), zwanego Wielkim Delfinem, syna króla Francji Ludwika XIV.

Pod koniec XVII stulecia trafiła w ręce François Lefebvre’a de Caumartina (1668 – 1733), biskupa Cannes, a później Blois, członka Akademii Francuskiej. Uczony duchowny był właścicielem jednego z największych własnych księgozbiorów w przedrewolucyjnej Francji i okazałej kolekcji pamiątek historycznych. W 1713 roku rysownik Barthélemy Remy na polecenie pryncypała, wielkiego kolekcjonera starożytności i bukinisty François Rogera de Gaigni?res, wykonał szczegółowy barwny rysunek wazy. Kolekcjoner wprowadził naczynie do obiegu naukowego, a jego nazwisko Gaigni?res stało się częścią nazwy zabytku. Drugi jej człon Fonthill pochodzi od Fonthill Abbey w hrabstwie Wiltshire (południowa Anglia).

Było to niecodzienne miejsce zbudowane poprzez niezwykłego człowieka – Williama Beckforda (1760 – 1844). Ten utalentowany pisarz i poeta , a oprócz tego zapalony kolekcjoner odziedziczył po ojcu (właścicielu olbrzymich plantacji trzciny na Jamajce) gigantyczną fortunę przeliczaną dzisiaj na 100 mln funtów i 10 mln funtów rocznego dochodu. Ta trudna do wizje kwota pozwoliła mu na realizację najbardziej ekstrawaganckich projektów. Beckford, zafascynowany kulturą średniowiecza, nie licząc się z kosztami, zaczął zbierać na Wyspach Brytyjskich i kontynencie dzieła sztuki. Możemy tylko snuć domysły, jak waza przetrwała upadek monarchii Burbonów, rewolucję i zawieruchę wojenną, która przetoczyła się nad Francją w epoce napoleońskiej, i w jaki metodę trafiła do Anglii.

Beckford postanowił też tworzyć godne swych zbiorów miejsce przechowywania. W zaledwie siedem lat niewyobrażalnym kosztem wzniósł Fonthill Abbey – ogromne neogotyckie opactwo zaprojektowane na podstawie koncepcji fundatora przez znanego architekta James Wyatta. Rezydencja składała się z czterech skrzydeł, na których przecięciu wzniesiono majestatyczną 90-metrową wieżę. Po zakończeniu budowy w 1813 roku Beckford przeniósł tu prywatną kolekcję. Odludek i dziwak, odrzucany przez arystokratyczne towarzystwo (ciągnął się za nim skandal obyczajowy związany ze skłonnościami biseksualnymi), mieszkał samotnie w ogromnym gmachu. Musiał go opuścić już w 1822 roku. Ogromne koszty wzniesienia i utrzymania samotni nadszarpnęły jego kapitał. Z nierzadko zaczęły się ujawniać konsekwencje zbyt pospiesznej budowy – wieża trzykrotnie się zawalała.

Fonthill Abbey wraz z większością zbiorów nabył za ułamek ich wartości szkocki milioner John Farquhar (1751 – 1826), który dorobił się fortuny na produkcji prochu dla armii brytyjskiej w Indiach. Nowy właściciel nie cieszył się długo okazałym domem. W grudniu 1825 roku wieża ponownie się zawaliła, niszcząc niemałą część kompleksu. Rok później Farquhar sprzedał rezydencję, a kolekcja Beckforda została wyprzedana na aukcjach. Wówczas waza ponownie znikła ze źródeł, żeby pojawić się pół wieku później, w 1882 roku, w kolekcji książąt Hamiltonów. Badacze nie są zgodni, czy Hamiltonowie nabyli ją od spadkobierców Beckforda, czy od dziedziców fortuny Farquhara. Waza wymieniona została w katalogu aukcji, na której wyprzedawano bogate wyposażenie przewidzianego do wyburzenia Hamilton Palace. Kto ją nabył – nie wiadomo. Ponownie naczynie wychynęło z niebytu 70 lat w przyszłości w Irlandii. W 1950 roku nabyło je od nieznanego oferenta dublińskie National Museum of Ireland. Transakcja opiewała na28 funtów, co, zważywszy na wartość historyczną i artystyczną zabytku, jest kwotą śmieszną. Już wtedy waza była pozbawiona gotyckich dodatków, które również były cennymi dziełami średniowiecznego rzemiosła. Zidentyfikował ją dopiero w 1961 roku historyk sztuki Arthur Lane, który pozbierał skąpe przekazy źródłowe i prześledził jej losy. Waza zawdzięcza badaczowi także nazwę, pod która występuje w literaturze przedmiotu: Gaigni?res-Fonthill Vase lub krócej Fonthill Vase. Na dzień dzisiejszy to jeden z najcenniejszych zabytków irlandzkiego Muzeum Narodowego.

Jeśli w literaturze przedmiotu fachowcy spierają się, czy zaliczać niektóre zachowane w europejskich kolekcjach egzemplarze chińskiej porcelany do średniowiecznych eksportów, są zgodni, że w zakamarkach muzealnych magazynów i prywatnych kolekcji ze stuprocentową pewnością są jeszcze nierozpoznane chińskie zabytki, które odbyły podróż ze wschodu na zachód przed epoką wielkich odkrywców.

 

Nota o autorze: Rafał Jaworski, historyk średniowiecza i czasów nowożytnych, redaktor ,Mówią wieki”